I Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej

Wywiad z panią Ewą Rutkowski-Bembnowicz

fundatorką Stypendium im.prof. Łucji Skibińskiej

  • Jak ocenia Pani działalność stypendium im. prof. Łucji Skibińskiej?

Pozytywnie, myślę, że jest to zachęta oraz motywacja dla uczniów, żeby osiągnąć lepsze wyniki. Cieszę się, że to wróciło i mam nadzieję, że będziemy kontynuować działalność stypendium. Jest to bardzo dobra rzecz i mam nadzieję, ze laureaci tego stypendium doceniają nasz wkład.

  • Jakie wspomnienia posiada Pani z naszej szkoły?

Wspomnień jest bardzo dużo. Byliśmy klasą bardzo zgraną, z kilkoma osobami, chodziliśmy 11 lat, bo w LO była także szkoła podstawowa i do tej pory z paroma osobami utrzymuję kontakt. My byliśmy inaczej kształceni niż wy, wystarczy, że patrzę, jak wy chodzicie ubrani do szkoły. U nas było sprawdzanie tarcz szkolnych, sprawdzanie beretów, żadnego malowania tylko fartuch lub granatowa spódnica i biała bluzka. Raz w X klasie była zrobiona obława na sprawdzenie zadań domowych, które skończyło się na spotkaniu rodziców z dyrektorem, wychowawcą i kilkoma pedagogami. Były indywidualne rozmowy z każdym z nas i mała reprymenda i trochę strachu, nie było to miłe spotkanie!

Co do pani profesor Skibińskiej, to nie byłyśmy ,,uwielbiane’’ tak jak nasi chłopcy. Wiedziałyśmy, że jak zobaczyła jedną z nas po południu na mieście, wiadomo było, że na drugi dzień będzie pytana z matematyki. Ta jej zasada i sprawdzała się w 99%.
Oprócz nauki, był również czas na spotkania. Spotykaliśmy się w parku, kolega Tomek grał na gitarze i razem śpiewaliśmy. Chodziliśmy na wykopki i sadzić drzewka. Mieliśmy wyjazdy do teatru czy opery, ale nie mieliśmy prawa pójść do kawiarni! Mieliśmy zupełnie inne rozrywki niż dzisiejsza młodzież, to są dwa odrębne światy. W szkole również organizowane były w auli szkolnej zabawy taneczne, odbywały się one dwa - trzy razy w roku, ale obowiązywał strój '',,szkolny”. Szkoła organizowała bardzo dużo imprez sportowych, były biegi przełajowe, mecze piłki ręcznej, która była bardzo popularna w tamtych czasach, a Milicz miał dobrą drużynę.

  • Jaką radę od serca dałaby Pani obecnym uczniom liceum?

Po pierwsze: nie mieszać języka polskiego z językiem angielskim. Jak mówił Rej: ,,Polacy nie gęsi, swój język mają”. Uważam, że nasz język jest bardzo ładny i powinniśmy go szanować, po co te angielskie słowa? Każdy powinien zwracać uwagę, żeby język, którego używamy był ładny i gramatyczny, bez makaronizmów.

Po drugie: aby młodzież nie przeklinała. U nas w szkole tak nie było, był zakaz i rzadko się słyszało niecenzuralne słowa. Społeczeństwo się zmieniło, zmieniły się czasy, uważam, że młodzież powinna być dumna z tego, co wynosi dobrego ze szkół.

Po trzecie: żeby nie paliła, bo jest to niezdrowe, a jak się wpadnie w nałóg to potem ciężko się odzwyczaić! Propagujcie zdrowy tryb życia, bo życie jest piękne i jedno, tylko od Was zależy, jak je wykorzystacie!

  • Posiada Pani może jakąś osobę, która była lub jest autorytetem i pomogła Pani ukształtować charakter?

Przede wszystkim profesor Antoni Kaczmarek. Pan profesor prowadził lekcje wychowania fizycznego, wkładał serce i dbał o naszą kondycję sportową. Byłam bardzo aktywna fizycznie i to nas łączyło. Lubiłam go, bo miał dobre podejście do młodzieży, dlatego też był dla mnie inspiracją i wybrałam AWF. Naszym wychowawcą był profesor Adam Najsarek, lubiliśmy go, choć był bardzo wymagający a jednocześnie był zgryźliwy, nieraz mi powiedział ,,jesteś zdolna, ale leniwa”. W X klasie odważyłam się odpowiedzieć mu, że czy ja się nauczę czy nie to i tak dostanę państwowy stopień. To był szok, że ja się tak potrafiłam odezwać, od tego momentu zostawił mnie w spokoju, ale z perspektywy czasu wiem, że mnie lubił. Tak jak teraz są ulubieńcy tak samo było przedtem. Mimo wszystko myślę, że nauczyciele byli w porządku, próbowali nas ukształtować na dobrych ludzi.

  • Z czego w swojej karierze jest Pani najbardziej dumna?

Dałam sobie radę w Stanach, bo życie na emigracji to nie jest takie łatwe, obcy język, nowe zwyczaje, szkoła życia! Będąc w obcym kraju oboje z mężem uważaliśmy, że nie po to kończyliśmy szkoły w Polsce, żeby w Stanach być nikim, podszkoliliśmy język i poszliśmy do szkół, aby zdobyć nowe zawody i godnie żyć. W polskiej firmie pracowałam tylko przez półtora roku, resztę lat pracowałam dla amerykańskich firm. Zawsze byliśmy doceniani jako bardzo dobrzy pracownicy. Mówiono nam, że jesteśmy lepsi i solidniejsi niż Amerykanie. Myślę, że to jest bardzo ważne, aby w obcym kraju dać sobie radę!

  • Czy posiada Pani jakieś ukryte talenty? Jeśli tak, to jakie?

Lubię gotować, skończyłam dwuletni kurs gotowania w Stanach. Bardzo lubię też grać w tenisa - jest to mój ulubiony sport jak również pływanie, jeździmy też na różne turnieje tenisowe. US Open w NY to nasz najbardziej ulubiony turniej tenisowy, bo blisko, ale byliśmy na turnieju w Kalifornii i na Florydzie. Każdy ma talenty które nie są do końca odkryte, więc może jeszcze odkryję coś nowego!

  • Jakie było Pani największe marzenie w dzieciństwie?

Wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Miałam tam bardzo dużą część rodziny od strony mamy. Gdy mamy najstarsza siostra przyjechała do Polski, byłam w 7 klasie słuchając jej opowiadań bardzo chciałam tam wtedy polecieć, ale było to nierealne. Kiedy znów przyleciała w 1978 roku obiecała mi wysłać zaproszenie. Nie wiedziałam, czy uda mi się zdobyć wizę, bo w tamtych czasach nie było to łatwe, ale udało się i wyjechałam w 1979 roku. W 1981 roku w Polsce nastał stan wojenny co sprawiło, że zostałam w Stanach. Spełniłam również marzenie jakim było podróżowanie, mimo że nie przepadałam za geografią, zwiedzanie świata jest moją kolejna pasją. Świat jest piękny i niesamowity - naprawdę warto go odkrywać a podróże uczą!

  • Czy uważa się Pani, za osobę która może być przykładem dla dzieci?

Myślę, że tak. Nie lubię przekleństw oraz uważam, że w życiu najważniejsza jest uczciwość. Kiedy człowiek spojrzy w lustro i jest w stanie powiedzieć, że nie ma nic sobie do zarzucenia to wiem, że mogę być przykładem dla młodych. Dałam sobie radę bez żadnych używek, staram się pomóc innym a to podstawowe wartości jakie powinien mieć człowiek.

  • Gdyby Pani mogła, co by pani powiedziała 16-letniej sobie?

Powiedziałabym na pewno, żeby się uczyć, gdyż nauka jest dla siebie, nie dla szkoły oraz nie dla przymusu, czy rodziców, im więcej się nauczymy, tym więcej będziemy mieć z tego korzyści w życiu dorosłym. Bardzo ważna jest też nauka języka oraz aktywność fizyczna, o tych rzeczach naprawdę warto pamiętać.

  • Gdyby Pani mogła wysłać jedną wiadomość do całego świata, co to by było?

Pokój! Żeby ludzie nie byli dla siebie wrogami. Im więcej dobra damy z siebie, tym lepiej dla otoczenia. Te wojny nie są potrzebne, ludzie giną w imię czego? Nikt nie będzie żył wiecznie, dlatego zamiast żyć z nienawiścią do innych, ludzie powinni szanować się nawzajem i być empatyczni bez względu na kolor skóry czy wyznanie!

Zielone Pióro

Ada Urban, Zofia Polowy